Wolność to tylko słowo

z lubością nadużywane przez polityków, gdy nie potrafią lub nie chcą odpowiedzieć na pytania dziennikarzy na temat absurdów czy niedostatków obecnej rzeczywistości. Wtedy zamiast odpowiedzi, czy jakiejkolwiek propozycji rozwiązania problemu, pada, ni z gruchy ni z pietruchy, magiczne słowo wolność. W oczach polityków argument to nie lada, bo przecież mimo wszelkich niedostatków kraj, obywatel itd. jest wolny. Inaczej mówiąc ciesz się hołoto, bo dotąd byłaś uciskana i kopana w tyłek, a teraz jesteś wreszcie wolna, więc bądź wdzięczna i przestań narzekać na niedostatki. Oczywiście tym ciemiężcą był represyjny i nieludzki aparat ucisku Polskie Rzeczypospolitej Ludowej, który nie pozwalał nawet na swobodny oddech. Skoro już zahaczyłem o swobodę to zacznę od niej. Łatwość podróżowania w dowolny zakątek świata w PRL-u była dostępna jedynie wybrańcom. Przeciętny obywatel mógł sobie pooglądać świat jedynie w telewizji, ale czy na pewno dotyczyło to też zwiedzania naszego pięknego kraju? Spójrzmy otwarcie.

            Komuna, bez żenady, zawłaszczyła całe piękno – stworzonej, jak twierdzi wielu, przez Bozię – przyrody. Poza częścią terenów rolnych, wszystko było państwowe. Jak się teraz ładnie mówi państwowe znaczy niczyje, ale ja się nie zgadzam. W przypadku przyrody było to wszystkich, a co ważniejsze dla wszystkich. Prawdziwy turysta mógł się szwendać gdzie chciał, bez obaw zbierać runo leśne, rozbijać namiot gdzie przyszła mu ochota, pic wodę z czystych jeszcze górskich strumieni, kąpać się w napotkanych jeziorach, ba nawet rozpalać ognisko na leśnych polanach. Spróbuj jeden z drugim zrobić coś podobnego w III RP. CDN