Nuda Małej Stabilizacji.

                W ramach zohydzania PRL-u, byli prominenci i beneficjenci tamtego systemu, wmówili młodemu pokoleniu, że totalna beznadzieja okresu tzw. Małej Stabilizacji walczyła o lepsze z szarzyzną życia tłamszonych obywateli. Gdyby wierzyć w te bzdury to wyszłoby, że mieszkańcy takiego padołu łez żyli w wiecznej depresji, rozglądając się tylko za sznurem, albo żyletką, aby jak najszybciej zakończyć swoją nędzną wegetację. Niestety fakty temu przeczą. Bo podobnie jak szarość PRL-u można udowadniać jedynie dzięki czarno białym fotografiom i niestety istniejącym do dzisiaj elewacjom większości budynków, tak niewątpliwy zastój gospodarczy okresu gomułkowskiego, wcale nie świadczy o tym, że nic się nie działo.

               Ogromnym wysiłkiem większości społeczeństwa, pozbawiony pomocy z zewnątrz kraj dźwigał się z ruin w tempie porównywalnym z Europą zachodnią. Zdewastowane i zrabowane zakłady przemysłowe, często sumptem własnych pracowników, rozkręcały produkcję. Oświetlane dotąd świeczką i kagankiem wsie pomalutku zaczęły się oswajać z żarówką elektryczną. Transport pracowników, możliwy po wojnie jedynie dzięki ciężarówkom wojskowym, został zastąpiony przez tramwaje i autobusy miejskie i uzupełniony skutecznie przez PKP i PKS. Coraz częściej balujący klient mógł skorzystać z taksówki, która jeszcze we wczesnych latach sześćdziesiątych musiała, na postoju Fiakrów, walczyć o lepsze z koniem. Wkrótce frajda podróży dorożką stała się niedostępna. Niepokorna w każdym pokoleniu młodzież, zmusiła partyjny beton do uznania, ba polubienia, rock and rolla, do dźwięków którego na balach przytupywali najwyżsi oficjele.

    Zapewne jedynie w ramach walki z niepotrzebnym importem rozpoczęto produkcję aut wszelkich rozmiarów i przeznaczenia, a może należałoby by to nazwać fałszywą ambicją, bo dzisiaj z ochotą i powodzeniem robią to za nas zagraniczne firmy. Jeszcze większe zdziwienie może budzić fakt, że porwaliśmy się na budowę własnych pociągów, tramwai, a nawet niektórych typów samolotów, które mogliśmy bez trudu, podobnie jak dzisiaj kupić za granicą. Kompletnym paradoksem jest, że pomimo niechęci Gomułki do mechanizacji rolnictwa, wytwarzaliśmy własne traktory i maszyny rolnicze. Również trudno zrozumieć dlaczego mieszkania komunalne, budowane przestarzałą i powolną metodą układania na sobie solidnych cegieł, wyposażano w łazienki. Czym robotnicy zasłużyli sobie na takie luksusy? Dotąd mieszkania miały wychodki na półpiętrze klatki schodowej, albo wręcz na zewnątrz. Komu to przeszkadzało?

         Zastój gospodarczy nie przeszkadzał też zwolennikom mody w naśladowaniu światowych trendów. Wprawdzie władze dość rzadko pozwalały Łódzkim szwaczkom na masową produkcję modnych ciuchów, ale nie wstrzymały produkcji surowców do ich wytwarzania, czyli znakomitej jakości różnorakich materiałów z metra. Tutaj wkraczał sektor prywatny, którego wbrew współczesnej propagandzie, władze zbytnio nie gnębiły, bo były takie czasy w historii PRL, że wytwarzał ponad 20% PKB. Oczywiście był drenowany podatkami, ale czy dzisiaj dzieje się inaczej? Mniejsze i większe zakłady krawiecki szyły więc na zamówienie, nie tylko modnie ale i na miarę. Zaryzykuję tutaj stwierdzenie, że polskie modnisie prezentowały się dużo lepiej niż ich kapitalistyczne koleżanki, które musiały ubierać się w masówkę. Wszyscy bowiem wiemy, jak leżą na kimkolwiek ciuchy zebrane z haka w Galerii handlowej.