Jak to się stało, że szefowie organizacji, której jednym z głównych celów była ponoć walka o prawdę, postanowili stworzyć mit walki polskiego społeczeństwa o obalenie „komuny” i wprowadzenie kapitalizmu, który z prawdą ma niewiele wspólnego?       Czyżby byli przywódcy „Solidarności” chcieli w ten sposób zagłuszyć natarczywy głos własnego sumienia? Bowiem dzisiaj, wbrew propagandzie, nawet do pokolenia wychowanego już po zmianach zaczyna docierać, że przywódcy ruchu oszukali nie tylko jego pełnych nadziei na lepsze jutro aktywnych uczestników, ale całe społeczeństwo.     Nie wspominając już o tym iż dotąd nie zrealizowali ani jednego (dotyczącego spraw ogólnospołecznych) ze słynnych 21 Postulatów od których wszystko się zaczęło. Chodzi mi o postulaty, które po tylu latach ciągle mają odniesienie do obecnej rzeczywistości, czyli 6, 8, 9, 12, 15–18, 20 i 21.                

                  Trudno zrozumieć dlaczego „elity” chcą, aby spuścizną po największym ruchu społecznym współczesnego świata było kłamstwo. Co więcej nietrudne do wykrycia, gdyż obecni użytkownicy koryt, wkraczając na drogę ku świetlanej przyszłości, zapisali w art. 20 – tym Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, że państwo wprowadzi nie kapitalizm, ale społeczną gospodarkę rynkową. Idea nienowa i już kilkakrotnie siłowały się z nią inne kraje. Niestety żaden z nich nie odniósł pełnego sukcesu. Oczywiście takie ogólnikowe sformułowanie może prowadzić do różnych interpretacji, ale żadna z nich nie będzie nawet odlegle przypominać systemu który panuje w III RP. Przypuszczalnie, rozwiązania najbardziej zbliżone do formuły społecznej gospodarki rynkowej (przynajmniej pod względem redystrybucji wypracowanego przez społeczeństwo majątku) wprowadzili Niemcy i kraje skandynawskie.           

         Władcy III RP, zamiast niszczyć polski przemysł, handel, rybołówstwo i rolnictwo (nie tylko) wielkopowierzchniowe, mogli sięgnąć po niemal gotowe wzory zza miedzy, modyfikując je nieco w celu przystosowania do oczekiwań społecznych i polskiej rzeczywistości. Tym bardziej, że to właśnie model zachodnioniemiecki, a zwłaszcza standard życia tamtejszego społeczeństwa, do dzisiaj jest najbliższy wspomnianemu przeze mnie wcześniej tworowi, o którym marzyli obywatele. Niestety, pomimo znakomitego punktu wyjścia ( państwowa własność większości środków produkcji ), budowa społecznej gospodarki rynkowej była pracą przekraczającą ich intelektualne możliwości, wobec czego woleli posłużyć się kłamstwem. Bowiem obecne elity wcale nie obaliły komuny. To efekt domina i płonne nadzieje Gorbaczowa, który naiwnie liczył na partnerską współpracę z Zachodem w zamian za niewyobrażalne ustępstwa ze strony ZSRR, niespodziewanie sprezentowały naszej opozycji koryto. Na dodatek, zapominając o uczestnikach ruchu, genezie „Solidarności” i wbrew oczekiwaniom społecznym, „nasza władza” ??? !!! wprowadziła bananowy kapitalizm, zupełnie olewając słynne 21 Postulatów, czy choćby bliższą mieszkańcom kraju nad Wisłą ideę gospodarowania, którą sama umieściła w Konstytucji. W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że jakiekolwiek wzmianki o zasadzie sprawiedliwości społecznej, która została umieszczona niemal na początku tego dokumentu w art. drugim, nie mogą politykom przejść przez gardło. Ciekawe kiedy społeczeństwo obudzi się z marazmu i rozliczy swoich gnębicieli za nieprzestrzeganie najważniejszego aktu prawnego Rzeczypospolitej. Tymczasem te kłamstwa o tęsknocie za kapitalizmem były zbędne, gdyż przy wszystkich swoich ułomnościach i zdradzie ideałów ruchu przez jego najważniejszych liderów, tamta „Solidarność” ma mimo wszystko powód do prawdziwej dumy. Upartość dziesięciu milionów członków organizacji nie przyniosła im wprawdzie polepszenia warunków materialnych ( poza oszukańczymi elitami ), ani godniejszego życia, ale dała mieszkańcom kraju nad Wisłą wyzwolenie z uścisku „rosyjskiego niedźwiedzia” i demokrację.                

              To, że Polacy nie potrafią z niej korzystać, wobec czego pozostaje ona tylko pustosłowiem (o czym wspomniałem w artykule – Po co komu demokracja?) nie jest absolutnie winą ruchu. Nie mam aż tak wysokiego mniemania o współczesnych elitach, bym uważał obowiązujący mit za celowe odwracanie uwagi obywateli od rozlicznych możliwości kształtowania własnej przyszłości jakimi dysponują w systemie demokratycznym. Uważam raczej, że władcy III RP stosując bardzo wybiórczo zasady demokracji w rządzeniu krajem, sami nie przywiązują znaczenia do tego osiągnięcia i stąd oficjalnym uzasadnieniem szczęścia, które ich, a podobno również nas spotkało, jest mit dążenia ruchu społecznego „Solidarność” do zainstalowania kapitalizmu. Ma to jakoś uzasadnić mandat „Styropianów” do rządzenia krajem. Na zasadzie – daliśmy wam to czego sami chleliście, więc bądźcie wdzięczni i nie narzekajcie. Niewątpliwie poglądy o braku demokracji dodatkowo umacnia sposób zachowania legalnych partii opozycyjnych, które zamiast tworzyć koalicje umożliwiające wygranie w sejmie wotum nieufności wobec nieudolnego rządu i ewentualnego przejęcia sterów, podejmują próby zdyskredytowania obecnych „zarządców koryta” organizując . . . . . . uliczne protesty nie mające żadnych szans na wywołanie znaczących zmian. Nic dziwnego, że ogromna większość społeczeństwa uważa, że w Polsce nie ma demokracji. Takie stanowisko jest jednak kompletnym nieporozumieniem.                    

                Demokracja bowiem, nie jest perpetuum mobile i sama się kręcić nie będzie. Podobnie jak obietnice wyborcze, demokracja jest pustym słowem, ale jedynie do czasu gdy ty i ja nie wypełnimy go treścią. Korzystanie z niej to trudna sztuka, wymagająca wysiłku i determinacji społeczeństwa, które musi bezustannie kontrolować wybrane przez siebie władze. We współczesnym świecie ludzie stali się zbyt leniwi. Także intelektualnie. Zamiast poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z możliwościami narzędzia jakie posiedli i zmienić własne życie, wolą go marnować na jałową dyskusję w mediach elektronicznych, bezowocną krytykę rzeczywistości, albo uczestnictwo w partyjnych awanturach o duperele, które w najmniejszym stopniu nie wpływają na codzienną egzystencję obywateli. Jak naiwne dzieci dali sobie wmówić, że jedynym sposobem w jaki mogą brać udział w procesach demokratycznych jest uczestnictwo w wyborach.           Nie mam pojęcia czemu przez tyle lat nie zaświtało im w głowach, że nie tylko członkowie układu komuchy – opozycja, ale również oszukani obywatele, mogą być wybierani?   Inercja społeczna pozwala rządowi na szermowanie hasłami wolności i demokracji, przy jednoczesnym narzucaniu praw coraz bardziej ograniczających swobodę w niemal wszystkich dziedzinach życia. Czym obecne rządy różnią się od „komuny”? Jedyna istotna różnica sprowadza się do tego, że teraz władcy niemal nie używają armatek wodnych i gazu łzawiącego do rozpędzania demonstracji, gdyż „olewają” nawet duże protesty społeczne. Niemniej „Styropiany”, kontynuując „komuszą filozofię”, też nie raczą słuchać głosu społeczeństwa, gdyż podobnie jak poprzednicy sami wiedzą najlepiej co jest dobre dla kmiotków. Jednak jest w tych działaniach widoczny postęp. Ponieważ dzisiejsi obywatele są tak samo „durnowaci” jak „lud pracujący miast i wsi” i równie uparcie nie dają się ustawić w jedynie słusznym szeregu, wkurzeni „władcy koryta” (próbując trzymać naród na krótszej smyczy niż robiły to „wstrętne komuchy”) tłamszą ich idiotycznymi gniotami legislacyjnymi regulującymi każde pierdnięcie. Dość specyficzne pojmowanie demokracji.                  

                Niestety obrzucanie błotem „Styropianów” za obecny stan rzeczy, co z lubością i w niesłusznym poczuciu dobrze spełnionego obowiązku robią internauci, nie tylko nie przyniesie żadnych zmian, ale jest kierowane do niewłaściwego adresata. Bo tak naprawdę winą za mizerię społeczeństwa należy obarczyć mieszkańców nadwiślańskiego kraju, a szczególnie pokolenie trzydziestolatków. Bowiem młodzi ludzie szczycąc się nowoczesnym wyższym wykształceniem, jakoś nie potrafią wniknąć w sedno systemu demokracji i uświadomić „wybrańców narodu” jaka jest ich rola w społeczeństwie. W ten sposób pozwalają władzy, która w zdecydowanej większości pokończyła tylko komusze szkoły i zupełnie nie wie jak funkcjonuje prawidłowo sterowana (innej nie ma nigdzie na świecie) gospodarka rynkowa i demokracja, na odwracanie kota ogonem. Ponieważ wygląda na to, że nie tylko młodzi, ale także rządzący i opozycja potrzebują szkolenia na ten temat, bardzo krótkie przypomnienie dla leniwców na stołkach władzy i poza nimi.                     

                   Demokracja jest rządami większości. Czyli to nie widzimisię władców, ale potrzeby i oczekiwania społeczne we wszystkich aspektach życia mają wyznaczać kierunek zmian w państwie . Przedstawiciele społeczeństwa, obecnie Sejm i Senat, powinni tylko zadbać o to by uchwalane przepisy prawne ułatwiały realizację celów ustalonych lub akceptowanych przez większość obywateli, nie depcząc przy tym praw mniejszości. Rząd w demokracji jest jedynie grupą menadżerską, która ma sprawnie realizować zadania do których wykonania została powołana. Jeżeli rząd nie wykonuje pracy zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa, zostaje odwołany przez Parlament. Czy przypomina to w czymkolwiek system panujący w III RP ? Odpowiedz jest oczywista, ale to nie wina rządu, że jesteśmy zbyt leniwi aby się sami zorganizować i postawić wreszcie sprawy na nogi. Mamy to, na co zasłużyliśmy naszym własnym nieróbstwem, czyli parafrazując kabaret TEJ, rok dwa tysiące czternasty, oraz mit, że sami walczyliśmy o poniewierkę z którą przyszło nam się teraz zmagać.