Fałszywe oblicze dyktatora

Czas na przedziwny mit Wojciecha Jaruzelskiego jako patrioty i zbawcy narodu. Ten mit jest doskonałym przykładem tego jak łatwo, przy odpowiednim wykorzystaniu emocji, wpuścić inteligentnych ludzi w maliny. Bowiem ocena życiorysu Jaruzelskiego, który miał ogromny wpływ na wydarzenia w PRL– u przez ponad trzydzieści lat, nie może opierać się tylko na ważnym, ale krótkim epizodzie jakim było wprowadzenie przez niego stanu wojennego. To tak, jakby oceniać książkę po przeczytaniu jednego rozdziału. Taka ocena jest nie tylko niepełna, ale również z gruntu fałszywa. Choćby dlatego, że w przypadku Jaruzelskiego zupełnie pomija ponad osiem lat dyktatorskich rządów człowieka, który najpierw doprowadził do kompletnej zapaści gospodarki PRL i zubożenia społeczeństwa (to on zapoczątkował hiperinflację), a następnie do zagrabienia nawet tych mizernych resztek majątku narodowego, przez swoich kolesiów z PZPR i prominentów opozycji. Ci ludzie nie mieli żadnego prawa do zagarnięcia i podziału między siebie majątku wytworzonego przez społeczeństwo w okresie PRL, ponieważ ich rola w tym procesie sprowadzała się co najwyżej do hamowania rozwoju, a w końcówce nadzorowanej przez dyktatora wręcz demolowania gospodarki.

Według mnie, Jaruzelski powinien stanąć przed sądem wcale nie za stan wojenny, czy rok 70-ty, ale przede wszystkim za działalność na szkodę państwa i jego obywateli przez te osiem lat, plus grabież własności narodu zapoczątkowaną po ustawie Wilczka, a kontynuowaną, już z udziałem opozycji, po „Okrągłym Stole”. Tak się nie dzieje, gdyż establishment III RP zawdzięcza temu szkodnikowi swoje majątki, stanowiska i wpływy. Ewentualny proces o świadome rujnowanie gospodarki PRL i bezczelną kradzież dorobku społecznego, zdyskredytowałby zdecydowaną większość obecnych elit, które w tej grabieży brały czynny udział. Dlatego obecni władcy pozorowali i ciągnęli w nieskończoność proces Jaruzelskiego, aż podupadł na zdrowiu i już nigdy nie usłyszy wyroku. Bezpieczniej było co jakiś czas napuszczać na siebie społeczeństwo, wykorzystując emocjonalne wydarzenie, które zawsze powoduje gorącą dyskusję pro i kontra, niż dobrać się dobrodziejowi do skóry. Były dyktator, zbyt mocno przyciśnięty, mógłby bowiem odpowiedzieć wyciągnięciem królików z rękawa. Elity dokładnie wiedzą, że to oznaczałoby koniec ich kariery politycznej.

Powyższa ocena nie odpowiada jednak na pytanie czy Generał był zbawcą i patriotą. Jaruzelski, a co ciekawe również współczesne media, bardzo uporczywie usiłują to wciskać społeczeństwu. Zapewne na zasadzie, że kłamstwo powtarzane w nieskończoność stanie się prawdą. Mnie nie nabrali. Generał już w 56 roku został szefem Politbiura Wojska Polskiego. Czyli wojskowym odpowiednikiem Pierwszego Sekretarza KC PZPR. Niedługo potem Naczelnym Dowódcą LWP i szefem MON. Czyżby do zwolenników Generała nie docierał fakt, że o obsadzie tych stanowisk w drugiej potędze militarnej Układu Warszawskiego decydowali Sowieci? Albo inny, że Jaruzelski nigdy, nawet symbolicznie, nie sprzeciwił się używaniu żołnierzy którymi dowodził do przelewania robotniczej krwi? Czy tak postępuje patriota? Jaruzelski dysponował faktyczną siłą, która niejednokrotnie w czasach PRL została użyta do deptania godności nie tylko polskiego społeczeństwa. Mnie jego postępowanie nie dziwi, gdyż czego można oczekiwać po człowieku, który uważa, że legalna władza nie może być jednocześnie organizacją przestępczą, bez względu na to co robi. Władza może przecież, według niego, swobodnie łamać prawa, które sama ustanowiła. Sądząc po wyrokach jakie serwują sądy „wolnej” Polski na byłych władców PRL odpowiedzialnych za śmierć robotników, nie jest w swojej opinii odosobniony.

Co do zbawienia przez zapobiegnięcie obcej interwencji to nasuwa się pytanie: po co Rosjanie mieli interweniować, być może ryzykując starcia z regularnymi oddziałami Wojska Polskiego wiedząc, że Jaruzelski przygotowuje zamach wojskowy? To nie była akcja, którą można przeprowadzić z dnia na dzień. Ja wiedziałem o przygotowaniach do niej już w sierpniu 81 (więcej o tym przy micie „Solidarności”), a moskiewscy mocodawcy Generała nie byli przez niego informowani i żyli w nieświadomości? Przecież gdyby Sowieci nie wiedzieli o co toczy się gra, to przemieszczenia polskich oddziałów wojskowych, jakich wymagało przeprowadzenie przewrotu, mogły być przez nich odebrane jako próba agresji przeciwko jednostkom rosyjskim stacjonującym w PRL. Tak naprawdę to Jaruzelski, nie będąc w stanie przewidzieć skali oporu społeczeństwa, mógł doprowadzić do podwójnego przelewu krwi. Przez własne i obce wojska. Założenie, że Generał mówi prawdę i wiedział o nieuchronności interwencji Sowietów stawia go w jeszcze gorszym świetle. Bowiem Rosjanie, informując Jaruzelskiego o planowanej akcji, musieliby zażądać od niego maksymalnego osłabienia gotowości bojowej Wojska Polskiego na dzień interwencji, aby ograniczyć potencjalny opór do absolutnego minimum.

Obie wersje stawiają Jaruzelskiego w gronie polskich „patriotów” których historia osądziła jednoznacznie. Dołączył do hrabiów, książąt i prałatów, którzy wycierając sobie gębę interesem narodu, dbali tylko o własne przywileje i majątki, doprowadzając w rezultacie do wymazania Rzeczypospolitej z mapy świata. Dzięki względnej bierności umęczonego chaosem społeczeństwa, Generał nie doprowadził do podobnej katastrofy. Jednak ohydna żądza władzy, której przy kompletnym braku charyzmy i apodyktycznej osobowości nie mógł zdobyć inaczej niż siłą, popchnęła go do zdeptania aspiracji społeczeństwa, którym zawsze gardził. Najlepszą ilustracją jego charakteru, jest sposób w jaki potraktował Gierka. Dyktator, oczywiście z pobudek czysto patriotycznych i miłości do narodu, pozbawił byłego przywódcę PRL wszystkich odznaczeń i przywilejów, co zapewniało mu jedynie głodową wysokość emerytury i zmusiło Gierka do poniżającego (zarówno jego jak PRL) wystąpienia o świadczenia emerytalne za granicą. To głównie emerytura wypłacana przez obce państwo, za lata górniczej pracy na emigracji, pozwoliła byłemu przywódcy PRL na w miarę godne życie. Jedyny taki przypadek w światowej polityce.