Naiwność Gierka

 

               Trzeci wielki błąd Gierka to założenie, że człowiek jest z natury dobry. Nie wierzę twierdzeniom obecnych elit, że Gierek nie czytał książek, ale z pewnością Schopenhauer był mu obcy. Gdyby choć pobieżnie przerzucił dzieła tego wielkiego filozofa wiedziałby, że człowiek jest z natury egoistyczny, zachłanny, zawistny, złośliwy, leniwy, przewrotny i niewdzięczny. Oczekiwanie, że ludzie pracy, odczuwając na własnej skórze rosnący dobrobyt, odpowiedzą zgodnie z obietnicą – pomożemy, zupełnie się nie sprawdziło. Całkiem logiczne założenie, że unowocześnienie przemysłu i produkcji rolnej, oraz zdecydowany wzrost płac, przyniesie adekwatny wzrost wydajności pracy, wzięło w łeb. Logika przegrała w starciu z ludzką naturą.

           Społeczeństwo w ogromnym stopniu przyczyniło się do zaprzepaszczenia szansy, jaką niosła realizacja wizji Gierka. Partyjny „beton” nie wdrożył koniecznych w unowocześnionej gospodarce zmian w organizacji pracy. Naród natomiast z zadowoleniem schrupał marchewkę od rządu, ale podziękował za nią gestem Kozakiewicza. Gdy władze, zmuszone narastającym kryzysem (wynikającym w znacznej części z niechęci społeczeństwa do lepszej pracy), przykręciły najpierw kurek z płacami, a następnie spróbowały podnieść ceny, robotnicy złapali za kij. Można się spierać, czy była to ich własna inicjatywa. Wprawdzie, pomimo tego, że rząd oferował rekompensaty, podwyżki cen żywności w roku 76 (zapowiedziane przed faktem jako konsultacje społeczne – nowość w PRL), były dla tej części „ludu pracującego”, której zarobki nie dogoniły jeszcze średniej krajowej, koszmarnie wysokie. Niemniej, kilkugodzinna zwłoka w podjęciu pracy, jaka tego dnia miała miejsce w niemal wszystkich zakładach produkcyjnych i biurach, nie miała znamion strajku. Wynikała bardziej ze spontanicznych dyskusji pracowniczych o konsekwencjach „regulacji cen” dla domowych budżetów, niż chęci do zorganizowanego sprzeciwu. Nawet w tradycyjnych ogniskach „buntu” emocje były gdzie indziej.

            Niespodziewanie głównym ośrodkiem protestów stały się zakłady zbrojeniowe z Radomia, których załoga, ze względu na konieczność „ochrony tajemnicy państwowej i służbowej”, była wręcz najeżona utajnionymi ludźmi bezpieki. Zgodnie z zasadami psychologii tłumu, przy niewielkim wysiłku „służb”, ograniczenie strajku do terenu zakładów i schłodzenie nastrojów nie powinno być trudne. Stało się inaczej. Emocje zostały podkręcone. Ludzie wyszli na ulice. Dalszy przebieg wydarzeń wyraźnie wskazuje na udział „niewidzialnej ręki bezpieki”. Podczas gdy w Ursusie i Płocku, dwóch innych ośrodkach masowych wystąpień, protesty były w miarę spokojne, w Radomiu demolka miasta rozpoczęła się jeszcze przed brutalną interwencją władz. Co więcej, we wszystkich trzech ośrodkach, ZOMO interweniowało najbardziej histerycznie już po odwołaniu planowanych podwyżek, gdy większość strajkujących zaczęła rozchodzić się do domów. Zupełnie jakby bezpieka, zaskoczona stosunkowo niewielkim rozmiarem protestów, starała się rozdmuchać pożar. Również niezwykle brutalne, przypominające czasy stalinowskie, traktowanie zatrzymanych, wskazuje bardziej na frustrację zwierzchników SB niż Gierka. Ten swoje urażone ego leczył na czołobitnych wobec rządu masówkach potępiających „warchołów”, które PZPR organizowało w co większych zakładach pracy. Pamiętajcie, że bezpieką kierował wtedy Kania, który od dawna miał chrapkę na fotel „Pierwszego”. Wysoce prawdopodobne, że była to, jeszcze nieudana, próba wysadzenia szefa z siodła. Niezamierzoną konsekwencją represji było powstanie KOR– u i nagłośnienie działalności ROPCiO. Te organizacje zapoczątkowały współdziałanie robotników z inteligencją i rodzące się bardzo opornie wzajemne zaufanie. Końcowy rezultat to zmiana formy kolejnego protestu i przerwanie dekady rozwoju.