Błędy Gierka

 

         Rozpoczęła się dekada Gierka. Następny etap w historii PRL znacząco różny od innych okresów. Znamienne, że już Jaruzelski, a za nim wszyscy kolejni władcy III RP, którzy przez lata nie podjęli żadnej skutecznej próby poprawienia warunków życia większości społeczeństwa, ale za to radośnie likwidując rodzimy przemysł, handel i rolnictwo wielkopowierzchniowe pozbawili pracy ponad pięć milionów obywateli, starają się najbardziej zohydzić młodzieży właśnie ten dynamiczny etap rozwoju kraju.      

      Według oficjalnego mitu to nie obecne „elity”, ani żaden inny władca PRL, lecz właśnie Gierek jest odpowiedzialny za całą mizerię „wolnej” Polski. Ponieważ rozprawiam się tutaj z mitem PRL jako najczarniejszego okresu w dziejach Rzeczpospolitych, nie mam zamiaru tłuc piany udowadnianiem czy okres rządów Gierka był dobry czy zły. W tym temacie przytoczę tylko wygodnie pomijany przez krytyków fakt, że zbudowano w nim wystarczającą ilość miejsc pracy, aby rozpoczynający swą zawodową karierę wyż demograficzny z lat pięćdziesiątych bez trudu znalazł zatrudnienie i co za tym idzie poczucie własnej wartości. O innych plusach i minusach możecie sobie państwo poczytać w zadziwiająco licznych materiałach na temat tego dziesięciolecia i wyciągnąć własne wnioski. Porwę się na coś innego. Spróbuję przedstawić główne przyczyny porażki „przerwanej dekady”.

Pozornie, Gierek podejmując osobiście (już jako Pierwszy Sekretarz) bezpośrednie rozmowy ze stoczniowcami na terenie objętych strajkami zakładów, rozpoczął swoje rządy znakomicie. Przed nim czegoś takiego nie raczyła, a może nie odważyła się zrobić żadna oficjalna głowa państwa. Niestety, zamiast szczerego dialogu, odpowiedzią na pracownicze żale były jedynie deklaracje. Ukrywając przed strajkującymi niemal katastrofalną sytuację ekonomiczną kraju, Gierek przegapił szansę na zdobycie u nich autentycznego zaufania i otwarcie furtki do zwiększenia pola manewru dla własnych rządów. Oczywiście nie mógł powiedzieć wszystkiego, ale przecież ludzie wiedzieli w którą stronę Gomułka zrobił „ogromny krok do przodu znad skraju przepaści”. Dla nikogo też nie było tajemnicą, że głównym punktem zapalnym były ceny żywności.                Gierek zupełnie niepotrzebnie omijał dyskusję na ten temat, licząc zapewne, że sama zmiana lidera wystarczy do uspokojenia nastrojów. Tymczasem gdyby zdecydował się na autentyczny dialog, przypuszczalnie mógłby wycofać tylko częściowo wprowadzone przez poprzednika podwyżki. Były one tak drastyczne, że robotnicy potraktowani jak partnerzy zapewne jakoś by przełknęli umiarkowany wzrost kosztów utrzymania. Zwłaszcza po obietnicy przyspieszenia rozwoju gospodarczego i związanego z nim wzrostu płac. Natomiast utrzymanie, a jeszcze bardziej późniejsze całkowite wycofanie podwyżek tuż po strajku łódzkich włókniarek (bez względu na to czy miał on wpływ na tę decyzję czy nie), położyło się cieniem na polityce gospodarczej rządu. Nie tylko z powodu konieczności utrzymywania wysokich dopłat do żywności. Również dlatego, że robotnicy nie przyjęli tego posunięcia jako zrozumienia ich sytuacji przez władze. Wycofanie podwyżek nie po rozmowach ale po strajku, odebrali jako słabość rządzących, co w przyszłości zmuszało władze do uległości wobec żądań „ludu pracującego” stawianych w czasie coraz śmielej i lepiej organizowanych akcji strajkowych. Gierek nie wykorzystał także umiarkowanego sukcesu „cen komercyjnych” wprowadzonych na lepsze gatunki przetworów mięsnych, które obywatele przyjęli jedynie zgrzytaniem zębów. Po tym dość udanym sondażu rynku, mógł podjąć próbę dotowania tylko mięsa surowego i podstawowych wędlin, a zarabiać na „delikatesach”. Przegapione okazje oraz unikanie szczerego dialogu z narodem, przy jednoczesnym wyrzeczeniu się użycia siły, doprowadziły w końcowych latach dekady do sytuacji, w której cena żywca w skupie była zaledwie kilka złociszy niższa niż cena surowego mięsa w sklepie. Wysokie dotacje do żywności (zarówno produkcji jak detalu) sprawiły, że rolnikom nie opłacało się „rozbierać tuszy” na własny użytek, gdyż taniej wyszło sprzedać żywe zwierzaki i kupić gotowe ochłapy w rzeźni. Zwiększony sztucznie popyt dodatkowo pogorszył zaopatrzenie w mięso i jego przetwory.

        Drugi błąd, to uporczywe kontynuowanie propagandy sukcesu wbrew narastającym brakom towarów na rynku i oczywistemu niezadowoleniu społeczeństwa. Tylko pozornie powiązany ze szczerością. Bowiem propaganda nie jest formą dialogu ale reklamy i bardzo rzadko ma cokolwiek wspólnego z prawdą. Z punktu widzenia polityki (we wszystkich krajach świata), jej zadaniem jest podkreślanie, że dobrobyt obywateli jest zasługą rządzących, a nie skutkiem ich własnego wysiłku. Jednak, aby skutecznie wcisnąć delikwentowi, że oferowany produkt, idea, czy przywódca, nie ma sobie równych, propaganda musi być choćby w niewielkim stopniu prawdopodobna.

           Sam pomysł uwypuklania osiągnięć nie był zły, gdyż społeczeństwu, które przeżyło tragedię masakry robotników z rozkazu władz mieniących się proletariackimi, trzeba było optymizmu aby pozbierać się po szoku. Zresztą, w porównaniu z czasami Gomułki, gospodarka PRL od początku dekady Gierka zaczęła galopować. Zmiany na lepsze były widoczne gołym okiem i współgrały z oficjalną propagandą. Jednak, gdy kryzys był już odczuwalny we wszystkich sektorach gospodarki, w telewizorni i radiu nadal wszystko było cacy. Taka postawa Gierka budzi zdziwienie, gdyż stoi w sprzeczności z jego życiowymi doświadczeniami.

             Jako jedyny w bloku wschodnim przywódca komunistyczny zachodniego chowu, Gierek miał okazję przekonać się na własnej skórze, że systemy nie padają od tłuczenia piany przez krytyków, strajków, czy demonstracji. Widział również, że nawet bardzo bogate kraje, w których przyszło mu spędzać młodość, nie potrafią zapewnić nie tylko dobrobytu, ale choćby przyzwoitego standardu życia wszystkim mieszkańcom. Do tego, borykając się już z pozycji lidera z problemami ukochanego Śląska, a później kraju, był świadom braków i wad realnego socjalizmu, gdyż miał dużo lepszy kontakt z rzeczywistością niż wszyscy jego poprzednicy. Te osobiste doświadczenia spowodowały, że w totalitarnym państwie zdobył się na tolerancję wobec krytyków i dysydentów. Jednak z jakiegoś powodu, do końca swoich rządów usiłował wmówić obywatelom, że PRL pod jego przywództwem to kraina szczęśliwości.

             Osobiście przypuszczam, że paradoksalnie, właśnie doświadczenia młodości skrzywiły jego spojrzenie na polską rzeczywistość. Pracując jako górnik w bogatych kapitalistycznych „rajach” został kilkakrotnie dotknięty przez bezrobocie i nędzę. Gdy został sternikiem PRL, nie chciał aby rodacy przeżywali tak jak on niepewność jutra i zadbał o to by wszyscy chętni mieli stałą pracę. Na dodatek zdecydowanie lepiej płatną niż za poprzedników. W jego odczuciu, dzięki temu, ludzie w stosunkowo biednym kraju żyli dostatnio. Rzeczywiście skrajnej biedy za jego rządów nie było. Tyle, że nachalna propaganda tego (zakamuflowanego jako sukces kraju) osobistego osiągnięcia Gierka została przez społeczeństwo odrzucona. Szczególnie, po katastrofalnej dla gospodarki zimie stulecia w końcówce dekady, gdy codzienne osobiste porażki obywateli w zdobywaniu czegokolwiek, przysłaniały im skutecznie szerszą perspektywę. Propaganda sukcesu, kontynuowana z dziecięcą upartością, miała poza całkowitym pogrzebaniem wiarygodności rządu także inny aspekt. Zniechęciła ludzi do pracy w najbardziej nieodpowiednim momencie. Bo jeżeli odnosiliśmy tak ogromne sukcesy wcale nie pracując, tylko stojąc i leżąc, jak twierdziło popularne powiedzonko, to po co się wysilać?